Rozmyślania o niepłodności – scheda po mnie

Akceptacja niepłodności to nie jest prosty proces. Przynajmniej u mnie wymagał on wielu miesięcy ciężkiej pracy umysłowej i w sumie nadal nie jestem pewien, czy już się zakończył. Lub czy kiedykolwiek się zakończy. Tym nie mniej z perspektywy czasu mogę go rozmontować na kilka zasadniczych bloków myślowych. Jednym z nich było uporanie się z hipotetyczną schedą po mnie.

Co po mnie zostanie, jeżeli nie będę miał dzieci? Co z moim nazwiskiem, gdy umrę? Co stanie się z tym wszystkim na co teraz pracuje?
Tych kilka pytań kołatało mi się po głowie przez większą część zeszłego roku. Myślę, że w ujęciu ogólnym dobrze, by każdy zastanowił się nad tymi kwestiami, a szczególnie pierwszą. Jaką spuściznę (piękne słowo) zostawię po sobie i czy w ogóle mnie to interesuje?
Prawdę mówiąc, to im dłużej żyję, tym bardziej wydaje mi się, że wiele osób podchodzi do życia bez większych refleksji. Robią coś, bo tak trzeba, bo tak robili ich rodzice, bo tak robią ich znajomi. Czasem nie zastanowią się, czy ta droga w życiu w ogóle przyniesie im szczęście. Podobnie jest chyba z posiadaniem dzieci. Duża część ludzi je ma, bo tak w sumie wypada. Taka jest „naturalna kolej rzeczy”. W „prosty” sposób rozwiązuje się problem tego co będzie po nas. To w ogóle szalenie ciekawe i trudne zagadnienie filozoficzne. Zyskując potomka, poniekąd przedłużamy nasz własny krótki czas na tym świecie, oddalając tym samym strach przed śmiercią, czy życiem bez celu.

Myślałem o tym już dosyć dawno temu. Na długo przed tym zanim okazało się, że jestem niepłodny, tworząc muzykę, nie raz zastanawiałem się, czy po mojej śmierci ktoś kiedyś po nią sięgnie i o mnie wspomni. Oprócz tego rozważania o śmierci i schedzie po nas są nieodłączną częścią kryzysu i odrzucenia wiary, które też przeszedłem.

Tym niemniej rok temu mierząc się ze świadomością tego, że możemy nigdy nie mieć dzieci, musiałem sobie zadać pytania z drugiego akapitu na nowo. Co zatem po mnie zostanie jeżeli nie będę miał dzieci? Pal licho muzykę, której nawet teraz mało kto słucha. Wszystko co robimy wywiera wpływ na ludzi dookoła nas, a niekiedy sięga zdecydowanie poza nasze kręgi znajomych i rodziny. Zrozumiałem, że mam jeszcze całe życie na stworzenie czegoś ciekawego i wartościowego. Albo mogę to olać i po prostu cieszyć się swoim życiem, aż po jego kres. Uświadomiłem sobie, że nasza spuścizna i nasze dzieciaki to dwie różne sprawy, których nie należy łączyć i sam fakt posiadania dzieci absolutnie nie determinuje jakości naszego życia. I tego co po nim zostaje. Dało mi to naprawdę dużo siły.

Mniej więcej wtedy wpadł mi do głowy pomysł spisania moich myśli. Stwierdziłem, że może to komuś pomóc uporządkować sobie swoją głowę podczas tej trudnej drogi przez życie. Powiedzmy, że uznałem, że stanie się to jakąś częścią schedy po mnie.

Poświęciłem też chwilę na przemyślenie tego, co zrobimy ze swoimi dobrami doczesnymi. Zwykle przekazuje się je dzieciom. Uznałem jednak, że raczej nie mam perspektyw na zostanie milionerem, więc nie pozostawię po sobie nic wielce cennego. Kasę oszczędzaną przez całe życie będę mógł z radością wydać u schyłku życia i spożytkować tak, bym nie musiał się przejmować o to „kto poda mi szklankę wody na starość”. Umówmy się też, że większość rzeczy do których przywiązujemy się w trakcie naszego życia, to zwykłe bibeloty, które dla innych nie będą miały specjalnego znaczenia. Mając te dwadzieścia – trzydzieści lat większość z nas doświadczyła już straty kogoś bliskiego. Mamy pewną świadomość tego, co dzieje się po śmierci z przedmiotami zmarłego. Trafiają one do dzieci, lub wnuków i…w sumie w większości stanowią problem. Miło zachować jakiś drobiazg, który przypomina nam o dziadku, jednak co zrobić ze stertami książek, czasopism, ubrań i gadżetów, które każdy z nas gromadzi przez całe życie. Każdy, kto kiedykolwiek sprzątał i porządkował przedmioty po bliskich chyba wie o czym mówię. Myślę, że warto też pamiętać, że rzeczy ważne dla nas, dla innych mogą nic nie znaczyć. Dyplomy ze szkoły, bilety z koncertów na których byliśmy, pamiątki z wakacji, które pieczołowicie upychamy w szufladach, po to by już nigdy więcej ich nie zobaczyć, wzbudzają w nas sentymenty, jednak dla innych to po prostu pierdoły. Stwierdziłem, że w takim razie tym bardziej nie ma co się przejmować, co z tym dalej będzie, bo przecież najważniejsza osoba, która czerpała przyjemność z tych przedmiotów (czyli ja) już dawno będzie rozsypana na ziemi 😉 

One Reply to “Rozmyślania o niepłodności – scheda po mnie”

  1. Ja nigdy nie miałem takiej rozkminki, co po mnie zostanie. Nic nie musi przecież ani nikt. Ważne żeby mi się dobrze żyło.
    Bezpłodność swoją bardziej rozmyślałem w sensie móc coś zrobić, mieć potencjał. Ta podstawowa charakterystyka mężczyzn została mi odebrana. W sumie to tak jak z każdą niepełnosprawnością ( oczywiście skala inna) Nie doszedłem jeszcze do ładu ze swoją bezpłodnością, powoli akceptuje sytuację.

Dodaj komentarz