Chwile prawdy i mrożenie nasienia

A więc zalecenia brzmiały – odpuścić sobie, przestać się denerwować i zrelaksować się. Łatwo powiedzieć panie doktorze. Szczególnie, gdy na głowę zwaliły się tony myśli o wszystkim i żadna nie była specjalnie pozytywna.

Obok własnych tematów zdrowotnych stały również kwestie zdrowia Ady. Mimo, że cała sytuacja wyniknęła z „mojej winy”, to niestety ona musiała na siebie wziąć cały ciężar farmakologiczny. Więcej o całym doświadczeniu Ada opowie sama. Możecie też zajrzeć na jej Instagram i posłuchać stories, gdzie o tym opowiada. Nad tym wszystkim zawisła pandemia, ciągła obawa o bliskich i niepewność sytuacji. Oczywiście do tego dochodzą trudy codziennej egzystencji, których każdy z nas doświadcza w mniejszym lub większym stopniu, czyli praca, czy relacje z rodziną i znajomymi. U mnie nałożyło się tego bardzo dużo w tamtym okresie i muszę przyznać, że mentalnie byłem w bardzo ciemnym miejscu. W tej chwili trudno mi sobie nawet przypomnieć jak przebiegały poszczególne dni i tygodnie. Spokojne przespanie nocy pozostawało w sferze marzeń.

Mimo wszystko wydaje mi się, że mam dosyć silną psychikę. W trudnych sytuacjach działam w trybie zadaniowym, starając się rozwiązać problem po problemie. Na przestrzeni kilku miesięcy pozamykaliśmy kilka tematów niezwiązanych bezpośrednio ze zdrowiem. Ukojenie w nocy przyniosły mi o dziwo olejki CBD. Nie wiem, czy to efekt placebo, czy realny rezultat, ale po jakimś czasie stosowania zacząłem w końcu sypiać porządnie.  

Chwila prawdy – listopad – kolejne badanie, kilka miesięcy od tego najgorszego. W tym czasie starałem się odpocząć jak mogę. Zero ciężkiego wysiłku fizycznego, codziennie garść suplementów, CBD i porządny sen. Przy dobrych wynikach nasienie poszłoby do zamrożenia na poczet pierwszego transferu in vitro, oraz na przyszłość. Mrożenie nasienia oznaczałoby spokój ducha, bo nawet gdyby moje parametry pogorszyłyby się totalnie, lub plemniki w nasieniu całkowicie zniknęły, to mielibyśmy dalsze pole manewru. 

Na badanie pojechałem sam. Lekki amok, nie pamiętam drogi do kliniki. Pobranie próbki, godzina czekania, klikanie bez sensu w telefon, nerwy. Lekarz woła mnie do gabinetu.

“Proszę pana, mamy wynik lepszy o kilka tysięcy procent niż ostatnio. Nadal kryptozoospermia, ale jest z czego brać. Mrozimy kilka próbek. Mamy to!”

Udało się.

Zrobiłem co mogłem, moje ułomne ciało wspięło się na wyżyny swoich możliwości. Wiedziałem, że przed nami jeszcze długa i trudna droga, ale ten dzień dał mi coś ważnego. Coś, czego nie czułem dawno. Dał mi nadzieję.

Dodaj komentarz