Badania krwi, nasienia i kryptozoospermia

 

Zdrowie

Nigdy na nic przewlekle nie chorowałem. Co prawda do 10 roku życia, na skutek ciągłych angin zjadłem więcej antybiotyków niż niejedna dorosła osoba, ale z usunięciem migdałków problemy odeszły jak ręką odjął. Od tego czasu, za wyjątkiem mojego tragicznego wzroku cieszyłem się dobrym zdrowiem. Zawsze byłem aktywny fizycznie, uprawiałem sporty, wręcz z wiekiem coraz intensywniej. Jakkolwiek to brzmi, to najsilniejszy i najzdrowszy czułem się w okolicach 30 roku życia. To właśnie wtedy poszedłem zbadać nasienie po raz pierwszy. Staraliśmy się o dziecko już od jakiegoś czasu. Zawsze wiedzieliśmy, że możemy mieć problemy z poczęciem, jednak spodziewaliśmy się ich ze strony kobiecej. Ada była więc pod stałą opieką ginekologów. Ja poszedłem na badanie dodatkowo, dla pewności, po tym jak zleciła to jedna z lekarek, do których trafiła Ada.

Po badaniu dostałem wyniki. Pierwsze kilka pozycji było w normie, zdążyłem nawet odetchnąć z ulgą. Nie pasował tylko jeden wynik – koncentracja plemników w ejakulacie. Badanie wykazało niecałe 5% normy. W zdrowym ejakulacie jest 39 milionów plemników. Tyle jest przeciętnie potrzebne, by naturalnie zapłodnić jajeczko. W uwagach znalazłem komentarz: „Kryptozoospermia”. Nic mi to nie powiedziało. Na wizytę z omówieniem wyników musiałem czekać kilka tygodni. W tym czasie oczywiście przeryłem cały Internet w poszukiwaniu informacji. Starałem się sobie jakoś racjonalizować sytuację, szukać przypadków wyzdrowienia i trzymać nerwy na wodzy.

Niestety wizyta nie przyniosła oczekiwanego ukojenia. Pan doktor poświęcił mi może 10 minut, zapisał grubo ponad 15 parametrów krwi oraz kilka innych rzeczy do zbadania. Wprost i bez ogródek powiedział, że owszem, cuda się zdarzają, ale przy takich wynikach szanse na naturalne zapłodnienie można liczyć w promilach. Stwierdził, że tak niska ilość plemników raczej nie jest spowodowana żadnymi prostymi kwestiami i że zasadniczo nie ma czasu i sensu tego sprawdzać. Jeżeli chcemy mieć dziecko, to pozostaje tylko metoda In Vitro. Zalecił mrożenie nasienia (póki jest), suplementy i plastry chłodzące na jajka (sic), po czym skasował 250zł i wystawił mnie skołowanego za drzwi. Niepłodność męska is a bitch.

Kryptozoospermia to bardzo niska koncentracja plemników w ejakulacie. Są jeszcze gorsze werdykty, czyli azoospermia (całkowity brak plemników w ejakulacie), lub lepsze, jak oligospermia (obniżenie ilości plemników wpływające na płodność).  

W przypadku kryptozoospermii faktycznie zasadniczo jedyną formą leczenia są formy zapłodnienia wspomaganego. 

Badania krwi

Temat In Vitro wymaga upewnienia się, że w męskim organizmie nie ma bakterii, wirusów, przeciwciał, chorób wenerycznych i sprawdzenia, czy nasienie w ogóle nadaje się do zamrożenia (jak w naszym przypadku), bądź użycia w procedurze bez mrożenia.

Na pierwszy strzał dostałem 13 pozycji do zbadania z krwi, jedną rzecz z nasienia, oraz jeden wymaz. Oczywiście jak łatwo obliczyć, początek mojej drogi zbiegł się z wybuchem epidemii. Zrobienie kompletu badań okazało się prawdziwym przedsięwzięciem i zajęło mi dosłownie kilka miesięcy. Doliczyć do tego należy batalię z „prywatną opieką zdrowotną”, jednak do tego tematu jeszcze wrócimy przy okazji kosztów procedury.

Badanie nasienia

Dzisiaj jednak skupię się na badaniu koronnym, które rozpoczęło tę historię. Było to oczywiście badanie nasienia. Zasadniczo robi się go dwa rodzaje – spermiogram (seminogram), a więc sprawdzenie jakości, oraz posiew, czyli diagnostyka pod kątem bakterii i wirusów. Myślę, że to jest często jeden z tych najbardziej wstydliwych i problematyczny punktów, przez które wielu facetów w ogóle nie chce podjąć się badań. Metody oddania próbek są dwie – impreza solo na miejscu, albo dowiezienie z domu. Druga opcja jest pewnie bardziej komfortowa, ale okno czasowe jest relatywnie niewielkie. Osobiście bałem się, że nie dowiozę na czas, więc za każdym razem wybierałem opcję pt. MASTURBATORIUM (it’s a thing!). Jeśli chodzi o klimat tych fap roomów, to w zależności od tego, czy traficie do kliniki niepłodności, czy jakiegoś innego laboratorium, będzie odpowiednio mniej, lub bardziej obskurnie. Wyobrażenie o seksualności mężczyzn u osób, które urządzają i wyposażają te pokoje zatrzymało się chyba gdzieś w okolicach lat 90. Mniej więcej z tego samego okresu pochodzą papierowe i filmowe pornuchy, które w tych pokojach znalazłem… Oprócz tego czerwone kanapy, telewizor z DVD, sklejone kartki, plakaty z seksownymi paniami na ścianach itp.

Trzeba sobie z tym jakoś poradzić. Jak ktoś ma dobrą wyobraźnię, to nie będzie problemu. Może kluczem do sukcesu jest przywołanie tej młodzieńczej mocy, która towarzyszyła nam, gdy byliśmy samotnymi nastolatkami…  

Polecam Wam również chłopaki zdrową dozę dystansu. U mnie to mega pomogło 😉

Dodaj komentarz